Panie,
napisałeś mi baśń życia
piękną nad podziw.
Rozkołysaną marzeniami o szczęściu,
natchnioną w zachwycie,
kołysaną pokojem
i finałem spełnienia.
I przyszło powiedzieć najmilszym –
do widzenia, do zobaczenia tam …
Poszli sobie, nie pytając o żal.
Cóż i mnie pakować się trzeba –
zabiorę fatalizm, draństwo, niepokój
do nieba i powiem:
Panie, nie spełniła się Twoja bajka –
cierpienie rozwalało chwile.
To tyle, mój Boże,
aż tyle.


